18 lutego 2026
Publikujemy treść dwóch znakomitych laudacji: autorstwa prof. Adrzeja Gwoździa opisującej zasługi Grażyny Bułki i Alojzego Lyski oraz Roberta Talarczyka na temat Wojciecha Smarzowskiego.
Szanowni Państwo,
czuję się zaszczycony móc wygłosić laudację na cześć laureatów tegorocznej edycji konkursu Nagrody im. Kazimierza Kutza w kategorii Ambasador Śląska. Właśnie laureatów, bo Kapituła nagrody postanowiła w tym roku uhonorować ex aequo dwie osoby. Jestem jednocześnie w niemałym kłopocie, bo jak tu sprawiedliwie obdzielić honorami dwie osobistości tak niezwykłe, umysły tak piękne, w dodatku zespolone w jeden uniwersalny silesiański stop, o jakim marzył patron tej nagrody?
Jeśli ambasador to ktoś, kto reprezentuje kogoś innego, kto zostaje powołany po to, by strzec dobrego imienia tego, kogo reprezentuje, zyskiwać zaufanie coraz to nowych osób i starać się o to, aby lepiej rozumiano tych reprezentowanych, to oboje laureaci są znakomitymi ambasadorami w podwójnym znaczeniu. Po pierwsze, są rozpoznawalnymi od lat twarzami marki, której na imię Górny Śląsk, przyczyniając się jak mało kto do tworzenia niepowtarzalnej aury wokół niej, dbając o jej kulturowe dziedzictwo, z językiem śląskim na czele. A ten język tkwi w nich niczym zakodowany genetycznie sposób bycia, ostoja na złe i dobre czasy, bo w nim potrafią najlepiej wyrazić swoje najskrytsze myśli i uczucia. To nasi znakomici influencerzy, którzy na swoich aktorskich vlogach i literackich blogach prowadzą nas po koleinach Górnego Śląska, nieustannie dbając o to, aby Śląsk nie wymknął się nam z serc i umysłów, i nie zamknął w folklorystycznej cepelii. Ale jednocześnie ambasadorują sobie wzajem, podnosząc rangę własnej marki w imię wyznawanego przez obydwoje przekonania: „Obce znać – dobrze, swoje – święty obowiązek”. Łączy ich niezmiennie duchowa wspólnota przodków, rozciągająca się między świętochłowickimi Lipinami a „przywiślańskim kraiczkiem Ziemi Pszczyńskiej”, jak go nazywa Laureat, z ową bojszowską najmniejszą ojczyzną, na pierwszym planie.
Kapituła Nagrody imienia Kazimierza Kutza nie miała wątpliwości, że to oni właśnie, łącząc od lat w jedno sztukę i los Śląska z zaangażowaniem społecznym: „dzioucha z Lipin” (jak sama mówi o sobie), Grażyna Bułka i Alojzy Lysko – „mój bojszowiok”, jak pisał o nim patron nagrody, „mój”, bo z Bojszów, tej „wspaniałej wsi”, pochodziła babka Kutza – zasłużyli ex aequo na tytuł Ambasador Śląska.
W jednym z telewizyjnych wywiadów Laureatka wspominała, jak to oglądając na tej scenie – mógł być rok 1980 albo 1981 – Zapach dojrzałej pigwy Iona Druce w reżyserii Kutza, z Iwoną Świętochowską, wówczas jeszcze nie Kutzową, w roli głównej. Też ten spektakl oglądałem, może nawet byliśmy na tym samym przedstawieniu, ale kiedy ja myślałem o recenzji do „Życia Literackiego”, ona marzyła o zostaniu aktorką. No i wymarzyła sobie: 44 lata na scenie, połowa z tego z Cholonkiem albo dobrym Panem Bogiem z gliny Janoscha i Mirosława Neinerta oraz Roberta Talarczyka, grubo ponad sto ról teatralnych, więcej niż 400 odsłon Hanki, no i 10 lat tutaj, w Teatrze Śląskim.
Lipiny czy Bojszowy – jedna górnośląska kraina w cieniu dwóch różnych, ale jakże podobnych obozowych tragedii – Auschwitz-Birkenau i świętochłowickiej „Zgody” – zasnuwana mgławicami śląskiego losu: dramatem volkslisty, traumą „chorych na taty” synów i córek, bo wojna zabrała im ojców i poraniła matki, tragedią wywózek na Sybir… Losu opowiedzianego przenikliwie najpierw przez Alojzego Lyskę w Jak Niobe… Opowieści Górnośląskiej, a potem przez Grażynę Bułkę mistrzowsko podanego w wyreżyserowanym przez Mirosława Neinerta monodramie Mianujom mie Hanka, z którym zawiało ich aż na salony Parlamentu Europejskiego (2023), choć, jak relacjonował Łukasz Kohut, bez udziału europosłów Zjednoczonej Prawicy na widowni. A później do sali kolumnowej Sejmu (2024) – tu jednak znowu bez udziału posłów z PIS, choć tym razem przynajmniej się udało, bo rok wcześniej nie pozwoliła na to ówczesna marszałkini Sejmu. „My nosimy w sobie wielowiekowe dziedzictwo – że tak powiem – europejskie. Nosimy Europę w sercu, gdy tymczasem wielu Polaków Europą się brzydzi i wciąż wzdycha do sarmackich (o)kresów?” – mówił Laureat w wywiadzie-rzece o wymownym tytule Śląskiem wiedziony.
W wielowiekowym dziejowym przeciągu między Polską a Niemcami, między losami Babek i Ōm zawiera się to, co skumulowane zostało w postaci Hanki: cały sponiewierany los tej ziemi i jej mieszkańców, co przenikliwie pointował autor monodramu: „Żydzi mają Holocaust. Jednym słowem nazywają to wszystko. Jak my te tragedie powinniśmy jednym słowem nazywać? Jest wprawdzie określenie Tragedia Górnośląska, ale ono jest jak gdyby zastrzeżone dla tych, którzy zostali wywiezieni na Sybir”.
Telewizyjna premiera Hanki po dziewięciu latach od premiery katowickiej, i to w wieczór 80. rocznicy wyzwolenia Auschwitz 27 stycznia 2025 roku, zyskała symboliczny wymiar: był to pierwszy w historii spektakl Teatru Telewizji zagrany w całości po śląsku, w dodatku jego społeczno-medialny kontekst – sąsiedztwo rocznicy, podczas której kilka lat wcześniej Marian Turski przestrzegał: „Auschwitz nie spadł nagle z nieba” – przydawał mu wyjątkowej mocy
Bo przecież o tym też jest to przedstawienie. A może nawet przede wszystkim o tym! W dodatku teatr telewizji Lyski – Neinerta – Bułki zobaczyło prawie pół miliona widzów, co sprawiło, że był on najchętniej oglądaną premierą od maja 2021 roku. Jak nigdy bodaj dotąd, w unii personalnej autora i aktorki wybrzmiał „Krzyż śląskiego losu”, zarazem tragizm pokolenia „śląskich Kolumbów”, o których regionalista Krystian Węgrzynek napisze, że „byli pierwszym od wieków pokoleniem Ślązaków wychowanych w polskiej szkole […], którzy musieli ginąć w imię głoszonych przez Hitlera idei, co czasem oznaczało bezpośrednią konfrontację z rodakiem z drugiej strony barykady”.
Ale na markę Grażyny Bułki zapracowała nie tylko Hanka! Przypomnijcie sobie Państwo Chrobokową, jak wydaje swoją córką za doktora Czornynogę w Piątej stronie świata Kazimierza Kutza i Roberta Talarczyka, Babcię Rafała z Wujka.81.Czarnej ballady Talarczyka w scenie, w której dzieli maszkietnie paczkę z NRF-u albo matkę Baumert z Tkoczy Gerharta Hauptmanna i Mai Kleczewskiej, lamentującą nad niedolą pogrążonej w biedzie rodziny, o Świętkowej z Cholonka nie wspominając. Do tego wiele ról filmowych i telewizyjnych. a każda z nich to prawdziwy aktorski klejnot w scenicznej i ekranowej odsłonie uniwersalnego, już nie tylko zapętlonego śląskiego, losu.
I jeśli to, co swojskie, tutejsze, po prostu nasze, Grażyna Bułka potrafi podnieść na scenie do rangi uniwersalnego, Alojzy Lysko czyni w swojej literackiej osobności namacalnym źródłem odczuwania historii. „Chce nam w ten sposób powiedzieć – zauważa Ryszard Kaczmarek – że dzieje dostarczają nam tylko faktów, ale sami musimy je przeżyć, a to pozwoli nam lepiej rozumieć nie tylko przeszłość, ale może jest także ważne i dla naszej egzystencji dzisiaj”.
To przeżywanie najpełniej daje o sobie znać w powstałych z „chorego na taty” niepowtarzalnych „legendach rodzinnych z Górnego Śląska o poległych żołnierzach Wehrmachtu” To byli nasi ojcowie, książki o tragedii bojszowiaków wcielonych do niemieckiego wojska, szczerej i prawdomównej doświadczeniem „śląskiego sieroty”. A naocznie, niemal dotykalnie można je odczuć w dokumencie Dzieci Wehrmachtu Mateusza Malinowskiego, w którym towarzyszymy Laureatowi w podróży do miejsca śmierci ojca na ukraińskim froncie.
O dziele Lyski – barwnym, monumentalnym, wielowymiarowym i odważnym niewygodną ciągle dla wielu prawdą o „duchach wojny” wcielonych do niemieckiego wojska ojców – napisze Kutz, że to pisarstwo „autentyczne aż do bólu i ponad miarę wyobraźni”. Bo – jak mówi skołatana rodzinnymi tragediami Hanka w monodramie Lyski i Neinerta – „Polskiej historii ze śląską historią nie połączysz”.
Szanowna Pani, Szanowny Panie, jesteśmy Wam wdzięczni za to, że jako znamienici Ambasadorowie naszej ziemi, jej mieszkańców i jej języka od lat tak wspaniale uczycie nas Górnego Śląska i ufamy, że nie zaprzestaniecie tego posłannictwa, bo bardzo Was potrzebujemy.
Oto i nasi tegoroczni Ambasadorowie Śląska: Grażyna Bułka i Alojzy Lysko!
Andrzej Gwóźdź
Szanowni Państwo, Wysoka Kapituło, Drodzy Goście,
Spotykamy się dziś, by uhonorować artystę, którego twórczość nie pozwala na obojętność. Kazimierz Kutz mawiał, że sztuka musi „uwierać”. Nie ma być dekoracją. Nie ma być ładną opowieścią do snu. Ma prowokować, wytrącać z wygody. Ma wyrastać z prawdy o człowieku – nawet jeśli ta prawda jest brudna, bolesna i skrzętnie zamiatana pod dywan narodowych mitów.
Dzisiejszy Laureat jest – w tym sensie – najwierniejszym spadkobiercą tej filozofii. Choć idzie własną drogą. Bez manifestów. Bez deklaracji. Z kamerą ustawioną tam, gdzie inni woleliby nie zaglądać. Kiedy myślimy o jego kinie, nie przychodzą nam do głowy ładne kadry. Przychodzi nam do głowy napięcie. Ciężar. Emocjonalny wstrząs. To nie są filmy, które się „ogląda”. To są filmy, przez które się przechodzi. Jego kamera nie jest chłodnym obserwatorem. Jest narzędziem. Czasem jak skalpel, który rozcina tkankę społeczną. Czasem jak reflektor, który nagle zapala się w ciemnym pomieszczeniu. A czasem jak lustro, którego nie da się stłuc ani zasłonić. Bo w tych filmach przeglądamy się my wszyscy. W jego opowieściach odbija się społeczeństwo – ze swoimi traumami i ze swoimi kompleksami. Z historią, która wciąż pulsuje pod skórą. Z pamięcią, której nie udało się zagłuszyć.
Od lat obserwujemy, jak z bezkompromisową precyzją demontuje mechanizmy zła. Czy to w roztańczonym, dusznym „Weselu”, gdzie alkohol i ambicja mieszają się z frustracją. Czy w krajobrazie naznaczonym historią, która wciąż krwawi. Czy w murach prywatnych domów, które miały chronić, a stawały się więzieniem. Zawsze interesuje go moment pęknięcia. Ten moment, w którym człowiek przestaje być bohaterem własnej opowieści, a staje się jej ofiarą lub sprawcą. I zawsze zadaje to samo pytanie: jak do tego doszło? To kino nie oskarża z łatwością. Ono bada. Rozkłada na czynniki pierwsze. Szuka źródła. Szuka odpowiedzialności. A odpowiedzialność – w jego świecie – nigdy nie jest zbiorowa i bezosobowa. Zawsze ma twarz.
W swojej najnowszej wypowiedzi artystycznej – „Dom dobry” – Laureat wraca do przestrzeni najbardziej intymnej. Do domu, ale nie do domu jako symbolu. Nie do domu jako dekoracji, ale do domu, w którym mieszka wielu z nas. Pod pozorem codziennej rutyny, pod warstwą czułych słów i wspólnych posiłków, rozgrywa się dramat cichy, a przez to najgroźniejszy. „Dom dobry” stawia pytanie, czy dobro można zadekretować. Czy wystarczy je nazwać, by stało się rzeczywistością. Kiedy troska staje się kontrolą, a miłość zamienia się w przemoc. Kiedy milczenie jest pierwszym sojusznikiem zła. To film o mechanizmach. O tym, jak łatwo usprawiedliwiamy własne decyzje, jeśli robimy to „dla dobra”. Szczególnie własnego. I znów – reżyser nie moralizuje. Nie podsuwa gotowych odpowiedzi. Zostawia widza z pytaniem, które wraca jeszcze długo po wyjściu z kina: czy mój dom jest „dobry”, a może po raz kolejny zobaczyłem siebie w lustrze, które stawia przede mną reżyser? To właśnie ta intymność sprawia, że film jest tak bolesny. Bo nie możemy go odesłać do historii. Nie możemy powiedzieć: to było kiedyś, to było gdzie indziej. To dzieje się tu. I teraz.
Choć nagroda, którą dziś wręczamy, ma swoje korzenie tutaj – na Śląsku – jej sens jest szerszy. Kazimierz Kutz cenił ludzi, którzy „stoją o własnych siłach”. Którzy nie kłaniają się modom. Którzy nie szukają wygodnej akceptacji. Dzisiejszy Laureat od lat jest wierny tej maksymie. Nie szuka bezpiecznych tematów. Nie łagodzi tonu, gdy robiło się niewygodnie. Nigdy nie wycofywał się pod naporem krytyki. Jest w nim ta sama przekora, którą miał Kutz. Ta sama niezgoda na uproszczenia. Ta sama wiara w aktora – bo jego kino jest przecież teatrem wielkich ról. Aktorzy w jego filmach nie grają postaci. Oni przechodzą przez graniczne doświadczenia. To twórca, który ufa, że prawda rodzi się z napięcia. Z ryzyka. Z przekroczenia. Mówi się o nim, że jest pesymistą. Ale czy artysta, który z taką determinacją szuka prawdy, może być nihilistą? W jego twórczości jest głęboka wiara w to, że nazwanie zła po imieniu jest pierwszym krokiem do jego oswojenia. Że tylko to, co wypowiedziane, może zostać przepracowane.
To nie jest kino rozpaczy. To jest kino odpowiedzialności. Jego warsztat jest surowy i precyzyjny. Montaż nie służy ozdobie. Muzyka nie służy wzruszeniu dla samego wzruszenia. Światło nie służy estetyce. Wszystko podporządkowane jest jednemu celowi: wywołać wstrząs, który nas, widzów, obudzi. To twórczość totalna. Pochłaniająca. Często niewygodna. Czasem bolesna. Ale zawsze uczciwa. Bo uczciwość jest tu słowem kluczowym. Uczciwość wobec widza. Uczciwość wobec historii. Uczciwość wobec samego siebie.
Szanowni Państwo,
Nagroda im. Kazimierza Kutza trafia dziś w ręce człowieka, który nie boi się dotykać ran i ich rozdrapywać. Który udowodnił, że kino może być sumieniem wspólnoty. Który swoją postawą pokazuje, że bycie artystą nie jest zawodem – jest odpowiedzialnością. Za bezkompromisowość. Za odwagę w przełamywaniu tabu. Za konsekwencję w budowaniu własnego języka. Za to, że nie pozwala nam spać spokojnie. Za to, że zmusza nas do patrzenia, choć wolelibyśmy odwrócić wzrok.
Z ogromną dumą i zaszczytem ogłaszam, że laureatem Nagrody im. Kazimierza Kutza zostaje Wojciech Smarzowski.
Robert Talarczyk
16 lutego 2026
Dziś w Teatrze Śląskim w Katowicach szósty raz wręczono Nagrodę im. Kazimierza Kutza. Tegorocznym laureatem Nagrody został Wojciech Smarzowski. Honorowym tytułem „Ambasador Śląska” uhonorowano Grażynę Bułkę i Alojzego Lyskę.
Za nami szósta edycja Nagrody im. Kazimierza Kutza. W tym roku do Nagrody kapituła nominowała Monikę Braun, Krzysztofa Czyżewskiego, Ryszarda Kaczmarka, Katarzynę Sobańską i Marcela Sławińskiego oraz Wojciecha Smarzowskiego. Tegorocznym laureatem Nagrody został Wojciech Smarzowski. Laudację na temat reżysera wygłosił Robert Talarczyk, przewodniczący kapituły Nagrody im. Kazimierza Kutza. „Nagroda im. Kazimierza Kutza trafia dziś w ręce człowieka, który nie boi się dotykać ran i ich rozdrapywać. Który udowodnił, że kino może być sumieniem wspólnoty. Który swoją postawą pokazuje, że bycie artystą nie jest zawodem – jest odpowiedzialnością. Za bezkompromisowość. Za odwagę w przełamywaniu tabu. Za konsekwencję w budowaniu własnego języka. Za to, że nie pozwala nam spać spokojnie. Za to, że zmusza nas do patrzenia, choć wolelibyśmy odwrócić wzrok” – mówił ze sceny dyrektor Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach.
W tym roku kapituła zdecydowała także o przyznaniu dodatkowej nagrody regulaminowej – honorowego tytułu „Ambasador Śląska”. W tym roku po raz pierwszy kapituła zdecydowała o uhonorowaniu wspólnie dwojga artystów: Grażyny Bułki i Alojzego Lyski. W swojej laudacji prof. Andrzej Gwóźdź, filmoznawca i medioznawca, podkreślał: „Kapituła Nagrody imienia Kazimierza Kutza nie miała wątpliwości, że to oni właśnie: »dzioucha z Lipin« (jak sama mówi o sobie), Grażyna Bułka i Alojzy Lysko – »mój bojszowiok«, jak pisał o nim patron nagrody, »mój«, bo z Bojszów, tej »wspaniałej wsi«, pochodziła babka Kutza – zasłużyli ex aequo na tytuł Ambasador Śląska, łącząc od lat w jedno sztukę i los Śląska z zaangażowaniem społecznym”.
Gala odbyła się w Teatrze Śląskim w Katowicach dokładnie w dniu 97. urodzin Kazimierza Kutza. Nagrodę, której fundatorem jest Miasto Katowice, stanowi odlana z brązu statuetka autorstwa Ksawerego Kaliskiego wykonana na podstawie pomysłu Erwina Sówki oraz 50 000 zł. Honorowy tytuł „Ambasadora Śląska” ma postać pamiątkowego imiennego odznaczenia.
Organizatorami Nagrody im. Kazimierza Kutza, przyznawanej od 2021 r., są Miasto Katowice, Teatr Śląski i Uniwersytet Śląski.
16 lutego 2026
Monika Braun – uzasadnienie autorstwa Dariusza Kortko
Monika Braun. Aktorka, kulturoznawczyni, pisarka, nauczycielka akademicka, wykłada m.in. na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu.
Cenimy ją za pasję i konsekwencję, z jaką od lat stara się rekonstruować świat polskich Żydów. Za to, że w swoich książkach przypomina nam o naszych współobywatelach, którzy wnieśli olbrzymi wkład w polską i europejską kulturę, naukę i historię. Za pamięć o milionach kobiet, mężczyzn i dzieci, naszych sąsiadów, którzy zginęli w czasie Shoah. Za pytania o sens cierpienia, pogardy, zbrodni, które nienauczone przez historię, wciąż do nas wracają. Za odwagę upominania się o słabszych, odrzuconych, wykluczanych. Za głośne wołanie: „Jestem z nimi!”.
Jest osobą niezależną, która odważnie manifestuje swoje przekonania. Odpycha ją bezmyślne powtarzanie prawd bez uzasadnień i ślepe posłuszeństwo. Woli wątpić niż wierzyć. Wolność i rozumienie świata są dla niej wartościami fundamentalnymi. Od dziecka była outsiderką, „czarną owcą” w konserwatywnej rodzinie, rozdrażnionej jej lekceważącym stosunkiem do społecznych norm. Wiedzieli o tym do niedawna jedynie jej krewni, przyjaciele, współpracownicy i studenci. Ale w czasach, gdy kłamstwo, manipulacja i konformizm miewają się doskonale, Monika Braun udowadnia, że prawda, sprawiedliwość czy przyzwoitość bywają silniejsze niż więzy krwi. Niechętnie opuściła bezpieczną sferę prywatną, by stanąć w świetle reflektorów.
Słynny list, w którym odcięła się od działań i poglądów swojego brata, a potem jej liczne wystąpienia, stały się bardzo ważnym elementem dyskusji o granicach w polityce i odpowiedzialności za słowa i czyny. Porusza nas, że o swoim bracie wciąż potrafi myśleć ze wzruszeniem. Pokazuje nam małego chłopca, z którym kąpała się w jednej wannie, a potem razem jadła kaszkę mannę polaną przez mamę sokiem malinowym. Przypomina, że „był zaczątkiem wspaniałego człowieka: wrażliwego, inteligentnego, otwartego na świat, który sam siebie zniszczył przez bezpardonowe dążenie do realizacji własnych, egotycznych celów. Co się z nim stało? I czy jest nadzieja na odmianę?
Monika Braun podsuwa nam myśl, która szczególnie rezonuje w mojej głowie i może być odpowiedzią na te pytania. Otóż „każdemu się wydaje, że jego los jest wyjątkowy i bezcenny. Potem umiera. Zapominane są opowieści o nim, listy, siedziby, miłości, choroby”. To memento niesie smutek, bo przeminie dobro, które tworzymy. Jednocześnie daje nadzieję, że taki sam los spotka zło, które wyrządzamy.
Krzysztof Czyżewski – uzasadnienie autorstwa Aleksandry Klich
Nominacja do nagrody Kazimierza Kutza dla Krzysztofa Czyżewskiego, wybitnego pisarza, eseisty, poety, reżysera i animatora kultury, twórcy Fundacji „Pogranicze” i Międzynarodowego Centrum Dialogu w odremontowanym dworze rodziny Czesława Miłosza w Krasnogrudzie. Artysty, który łączy ludzi tam, gdzie dzieli ich nacja, kultura, wiara: w Europie Środkowej, na Bałkanach, Kaukazie, Azji Środkowej, Indonezji, Bhutanie, Afryce Północnej i innych pograniczach świata. Wykładowcy wielu uniwersytetów w Europie i Stanach. W ciemnych czasach, gdy czekamy na światło, które przyniesie zmianę, kapituła Nagrody Kazimierza Kutza postanowiła nominować do niej człowieka, który nie czeka biernie na nadzieję, tylko działa, codziennie, krok po kroku, wbrew zwątpieniu, bo, cytując Rebeccę Solnit, „nadzieja tkwi w założeniu, że nie sposób przewidzieć, co się stanie w przyszłości, i że w tej szczelinie niepewności powstaje przestrzeń do działania”.
Nominacja dla Krzysztofa Czyżewskiego to nominacja za:
niestrudzone budowanie mostów i przekraczanie granic, inspirowanie i tworzenie projektów, które łączą ludzi z różnych światów. Za nieustanne wskazywanie, że potrafimy działać ponad własne możliwości, wbrew lękom, kompleksom i słabościom. Za żarliwą wiarę, że ludzie są dobrzy, nikt nie rodzi się z nienawiścią i każdy ma w sobie gotowość na zmianę. I że dzięki temu jesteśmy w stanie zbudować wspólnoty oparte na zaufaniu. Za konsekwentne dbanie o ciągłość kultury, dzięki której pozostajemy wierni wartościom ważnym dla cywilizacji, wspieranie inwestycji w edukację, domy kultury i organizacje społeczne. Za pracę nad budowaniem pokoju: przeciwstawianie się wojnie, wspieranie ukraińskich sąsiadów oraz tworzenie miejsca do życia dla wszystkich. Za niezachwianą wiarę w zakorzenienie, które daje nam siłę przeciwstawiania się nienawiści i przemocy oraz otwierania zamkniętych twierdz. I w końcu: za pokazywanie, że razem jesteśmy potężni, a podejmowane przez nas działania ostatecznie składają się na wielkie zwycięstwa.
Ryszard Kaczmarek – uzasadnienie autorstwa Jacka Siebla
Całe życie i praca zawodowa prof. dr. hab. Ryszarda Kaczmarka związane są ze Śląskiem. Urodził się w Mysłowicach, studia historyczne na Uniwersytecie Śląskim ukończył w 1982 r. i do dziś pozostaje wykładowcą w swej Alma Mater. W 2008 r. z rąk prezydenta RP otrzymał nominację profesorską. Od lat jest jednym z najważniejszych badaczy historii Górnego Śląska.
W ogromnym naukowym i popularnonaukowym dorobku Profesora szczególne miejsce zajmuje publikowana w ostatnich latach tetralogia. Jej pierwsze trzy tomy to POLACY W WEHRMACHCIE, POLACY W ARMII KAJZERA oraz POWSTANIA ŚLĄSKIE 1919–1920–1921. W wydanej w 2025 r. czwartej części śląskiego cyklu, CZY JESTEM NIEMCEM?, Autor podejmuje kolejny trudny temat – powojennych migracji mieszkańców zachodnich ziem polskich do Niemiec. Książka pozwala z nowej perspektywy spojrzeć na historię Europy Środkowo-Wschodniej, dowodząc tylko z pozoru banalnej prawdy, że każdemu wielkiemu wydarzeniu towarzyszą niezliczone ludzkie wybory i dramaty.
Wspomniana tetralogia, zwieńczona ubiegłoroczną publikacją, stanowi wyjątkowy wkład w historiografię. Autora cechuje nie tak częsty dziś obiektywizm – rzetelność archiwisty, pragnienie ukazania złożoności konfliktów i procesów pojednania na Górnym Śląsku, chęć przedstawienia możliwie pełnego obrazu wydarzeń. Otwierając kolejne perspektywy badawcze dotyczące dziejów tej ziemi i stosunków polsko-niemieckich, Ryszard Kaczmarek ma odwagę mówienia rzeczy niepopularnych.
Cenimy bardzo Pana Profesora za naukowe opracowanie niepodejmowanych dotąd na taką skalę tematów, nierzadko stanowiących wręcz badawcze tabu, za łączenie historii regionu z doświadczeniami jednostki, za naukową rzetelność i umiejętność przystępnego opisywania skomplikowanych zagadnień. To właśnie dzięki tym walorom po Jego książki sięgają nie tylko historycy, ale wszyscy, którzy choć trochę interesują się historią.
My, Ślązacy, możemy być dumni z naszej literatury i z literatury o nas powstającej w XXI wieku, w której dorobek prof. Ryszarda Kaczmarka zajmuje ważne miejsce.
Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński – uzasadnienie autorstwa Ewy Niewiadomskiej
Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński to duet artystyczny, którego inwencja zdaje się nie mieć granic. Oto oni na planie „Idy” Pawła Pawlikowskiego z wachlarzem propozycji: pustkowia, ruiny, śnieżne bezkresy, mieszkania zmrożone komunistyczną, złą aurą. Powstała z nich czarno-biała kompozycja na miarę Oskara, a Amerykańska Akademia Filmowa zaprosiła dwójkę znakomitych scenografów do swojego grona.
Dla najnowszego filmu „Chopin, Chopin!” Michała Kwiecińskiego francuskie Bordeaux zmienili w Paryż. Chopin pokazał nam się we wnętrzach, które mogą się tylko przyśnić. Wsiadał do powozów, których scenografowie szukali w całej Francji. „To wszystko rodzi się z nieprzespanych nocy i z notesów, które prowadzimy w głowie, nie tłumimy też pierwotnej wyobraźni” – powiedzieli w jednej z moich radiowych audycji. Wiele produkcji, w których biorą udział, ma swój śląski element. Pamiętają dobrze miejsca, które tutaj, u nas, dobrze mogą służyć filmowi.
Dano mi pół strony, aby opisać Marcela i Kasię. To niemożliwe zadanie zakończę wspomnieniem obsypanego nagrodami spektaklu „Pod presją” Mai Kleczewskiej, najbardziej wstrząsającego chyba obrazu depresji, jaki powstał w polskim teatrze. To oni oprawili, szybujący w głównej roli, talent Sandry Korzeniak w ramy scenografii. Dali jej chorobie małe pola: łóżko, łazienkę, miejsce przy stole. Dali jej wykreowane cudem na scenie światło dzienne, które pozwala nam zobaczyć coś jaskrawego. Ludzki ból.
Jestem prawdziwe wzruszona i zaszczycona mówiąc o Was tych parę słów.
Wojciech Smarzowski – uzasadnienie autorstwa Krystyny Doktorowicz
Wojciech Smarzowski – reżyser, scenarzysta, mistrz polskiego kina. Laureat wielu prestiżowych nagród. Ale także być może pierwszej nagrody Lauru Konrada w 2002 roku, nagrody dla młodych reżyserów na festiwalu teatralnym INTERPRETACJE wymyślonym i tworzonym przez Kazimierza Kutza. Reżyser obdarzył polską kinematografię ikonicznymi dziełami, które wzbudziły, jak żadne inne, wielki pożar uczuć, krzyk niezgody i wielką boleść naszego polskiego obcowania z naszymi słabościami, z naszym złem. Ale także z naszą bezbronnością, brutalnością zdarzeń historycznych jak „Wołyń”, czy zwykłym ludzkim zagubieniem w prostocie życia. Już w pierwszym filmie, w „Weselu”, Smarzowski śmieje się szyderczo z polskiej prowincji, głupiej, zdemoralizowanej i pijanej. I już wtedy spotyka się z zarzutem, że przerysowuje rzeczywistość, że nie tak, że demaskatorska krytyka idzie za daleko. Że nie tak. No to jak? Jak w filmie „Kler”, gdzie jako pierwszy polski filmowiec Smarzowski ukazał z całą jaskrawością powoli i w traumach odkrywany obraz zła w polskim kościele katolickim. Film pokazał to, co wiemy, ale wielu wolałoby nie wiedzieć. I znów pojawiły się krytyki, że to obraz jednostronny, że nieprawdziwy, że przeinaczenia historyczne. Że nie tak. Ale właśnie tak. Potrzeba nam przeglądać się w lustrze, nawet wtedy, gdy pragniemy je gwałtownie stłuc. Reżyser w całej swojej twórczości nie przestaje nas niepokoić, zmuszając do refleksji, choć nie pozwala na gesty litości i oczyszczenia. „Dom zły” zanurzony w brudzie życia nas przeraża, ale także otwiera oczy. Podobnie jak zrealizowany wiele lat później „Dom dobry”. Smarzowski znów sięga po temat przemocy, jej siły, morderczej manipulacji i wielkiego lęku w bezradności. Naturalizm, z jakim Smarzowski przedstawia ludzi i wydarzenia, woła do nas o zmianę, działanie i uwolnienie od złych tradycji, złych nawyków i obojętności. Nie oszczędza naszej wspólnoty, choć nie chce intencjonalnie nas zmieniać i pouczać. A jednak Wojciech Smarzowski to reżyser perfekcyjnie łączący sztukę z głębokim przesłaniem. Cechuje go niezwykły talent złączony z niebywałą odwagą, swoistą tylko dla Wielkich Artystów.
15 lutego 2026
„Uniwersytet Śląski chce być przy wszystkich ważnych sprawach dla miasta i dla regionu, dlatego współtworzenie Nagrody im. Kazimierza Kutza jest częścią misji społecznej Uniwersytetu”. Gala wręczenia Nagrody im. Kazimierza Kutza już jutro w Teatrze Śląskim! Posłuchajcie wypowiedzi Ryszarda Koziołka, rektora UŚ.
14 lutego 2026
Zostały dwa dni do wręczenia Nagrody im. Kazimierza Kutza. Posłuchajcie, co Robert Talarczyk powiedział nam o patronie Nagrody i o jego związkach z Teatrem Śląskim.
13 lutego 2026
Nagroda im. Kazimierza Kutza zostanie wręczona już za 3 dni. Posłuchajcie wypowiedzi Marcina Krupy, prezydenta Katowic.
02 styczNIA 2026
Przed nami szósta edycja Nagrody im. Kazimierza Kutza. Wśród nominowanych znalazł się Wojciech Smarzowski.
Jeden z najbardziej znanych polskich reżyserów i scenarzystów. Jest absolwentem filmoznawstwa na UJ i Wydziału Operatorskiego PWSFTviT w Łodzi. Jest członkiem Polskiej oraz Europejskiej Akademii Filmowej. Jego filmy zdobywają liczne nagrody na festiwalach, spotykając się z uznaniem zarówno krytyków, profesjonalistów, jak i publiczności.
Do czasu kinowego debiutu filmowego pisał scenariusze, realizował filmy dokumentalne, wideoklipy
oraz spektakle telewizyjne i seriale. „Małżowina” to pierwszy film w karierze Wojtka Smarzowskiego, zrealizowany w 1998 roku w formie spektaklu telewizyjnego i wyprodukowany przez Teatr Telewizji. Trzy lata później zrealizował spektakl „Kuracja”, za który otrzymał Grand Prix Krajowego Festiwalu
Teatru Polskiego Radia i Teatru TV „Dwa Teatry” w Sopocie.
Przełomowym rokiem okazał się rok 2004, kiedy swoją premierę miał film „Wesele”, który był kinowym debiutem Smarzowskiego. Film doceniono m.in. Nagrodą Stowarzyszenia Filmowców Polskich na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a także Polską Nagrodą Filmową Orzeł w kategoriach Najlepszy film, Najlepsza reżyseria, Najlepszy scenariusz za rok 2004, otrzymał także Nagrodę Publiczności. Kolejne filmy Smarzowskiego, które odniosły ogromny sukces artystyczny i frekwencyjny i były wielokrotnie nagradzane, to „Dom zły” (2009), „Róża” (2011), „Drogówka” (2013), „Pod Mocnym Aniołem” (2014), „Wołyń” (2016), „Kler” (2018) oraz „Wesele 2” (2021).
Za „wybitne zasługi dla polskiej kultury, za osiągnięcia w pracy artystycznej i twórczej oraz działalności społecznej” Wojciech Smarzowski otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a także Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W 2016 roku na 14. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym „Tofifest” w Toruniu otrzymał Nagrodę Specjalną „Złotego Anioła” za „niepokorność twórczą”.
Najnowszy film reżysera, „Dom dobry” (2025), zdobył już pierwsze nagrody i wyróżnienia na festiwalach w Polsce i za granicą. Blisko 2 miliony widzów w trzy tygodnie od premiery zapewniło filmowi pozycję niekwestionowanego lidera polskiego box office.
04 styczNIA 2026
Przed nami szósta edycja Nagrody im. Kazimierza Kutza. Wśród nominowanych znalazł się duet Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński.
Tworzą jeden z najbardziej znaczących i rozpoznawalnych duetów artystycznych w historii współczesnej polskiej scenografii filmowej i teatralnej. Od 2008 roku wspólnie pracują nad filmami, spektaklami teatralnymi, operowymi i telewizyjnymi, budując konsekwentny, autorski język wizualny oparty na precyzji plastycznej, głębokim rozumieniu dramaturgii oraz wyjątkowej wrażliwości na przestrzeń, światło i materię obrazu.
Ich dorobek filmowy obejmuje kluczowe tytuły polskiego kina XXI wieku. Scenografia do filmu „Ida” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego stała się jednym z fundamentów jego międzynarodowego sukcesu, zwieńczonego Oscarem za Najlepszy Film Nieanglojęzyczny w 2015 roku. Duet współtworzył również wizualny świat wielu głośnych filmów, m.in. „Chopin, Chopin!” (reż. M. Kwieciński), „Zimna wojna” (reż. P. Pawlikowski) oraz „W ciemności” (reż. A. Holland), nominowanego do Oscara w 2012 roku.
Ich praca była wielokrotnie nagradzana na najważniejszym polskim festiwalu filmowym. Czterokrotnie otrzymali Grand Prix Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za scenografię („Młyn i krzyż”, „W ciemności”, „Ida”, „Chopin, Chopin!”). Obecnie pracują nad filmem „Lalka” w reżyserii Macieja Kawalskiego.
Równolegle prowadzą intensywną działalność teatralną i operową. Ich projekty realizowane były na najważniejszych scenach w Polsce, m.in. w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, Teatrze Śląskim w Katowicach, Teatrze Studio w Warszawie, Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie i Teatrze Wybrzeże w Gdańsk. Do kluczowych realizacji należą m.in. „Pod presją” inspirowane filmem Johna Cassavetesa, „Pokój” Szczepana Twardocha, balet „Bieguni-Harnasie” Karola Szymanowskiego czy opera „Samson i Dalila” Camille’a Saint-Saënsa.
Od 2019 roku są członkami Academy of Motion Picture Arts and Sciences w Los Angeles oraz Gildii Scenografów Filmowych. Od wielu lat pełnią także rolę pedagogów – na ASP w Katowicach, gdzie prowadzą autorską Pracownię Scenografii, oraz ASP w Warszawie na Wydziale Scenografii. Ich działalność dydaktyczna stanowi integralne dopełnienie praktyki twórczej i ma istotny wpływ na kształtowanie kolejnych pokoleń polskich scenografów.
03 styczNIA 2026
Przed nami szósta edycja Nagrody im. Kazimierza Kutza. Wśród nominowanych znalazł się Ryszard Kaczmarek.
Prof. Ryszard Kaczmarek należy do grona historyków, którzy trwale zmienili sposób opisywania dziejów Górnego Śląska i polsko-niemieckiego pogranicza. Jego praca naukowa konsekwentnie skupia się na losach ludzi uwikłanych w wielką historię XX wieku – przede wszystkim w wojny i powstania oraz związane z nimi wybory tożsamościowe. To właśnie ten wymiar – łączenie historii regionu z doświadczeniem jednostki – stanowi jeden z najważniejszych rysów jego dorobku. Dorobek prof. Ryszarda Kaczmarka to przykład historii uprawianej nie tylko z naukową precyzją, ale także z wyraźną świadomością jej znaczenia dla tożsamości regionu i pamięci zbiorowej.
Prof. zw. dr hab. Ryszard Kaczmarek jako nauczyciel akademicki i badacz całe swoje życie zawodowe związał w Uniwersytetem Śląskim; był także prodziekanem Wydziału Nauk Społecznych oraz dyrektorem Instytutu Historii; kierował Zakładem Historii Śląska, a obecnie stoi na czele zespołu badającego dzieje Śląska w okresie nowożytnym i najnowszym. Jest także zastępcą dyrektora ds. Instytutu Badań Regionalnych Biblioteki Śląskiej, gdzie jego działalność badawcza zyskała jeszcze szerszy interdyscyplinarny wymiar.
Najważniejszym osiągnięciem naukowym Ryszarda Kaczmarka są badania nad losami Górnoślązaków oraz mieszkańców pogranicza polsko-niemieckiego w czasie I i II wojny światowej. Jako jeden z pierwszych historyków w sposób systematyczny przebadał i opisał życie Polaków z zaboru pruskiego – z Wielkopolski, Pomorza, Górnego Śląska i Mazur – służących w armii niemieckiej. Efektem badań były przełomowe publikacje: „Polacy w armii Kajzera” oraz „Polacy w Wehrmachcie”, które ukazały się również w językach obcych i na trwałe wpisały się w europejską debatę nad doświadczeniem wojny i tożsamości na pograniczach. Dopełnieniem tego nurtu badań stała się wydana w 2025 roku książka „Czy jestem Niemcem? Przesiedleńcy z Polski do RFN i NRD w latach 1950–1991” opisująca dalsze losy ludności pogranicza.
Kulminacją wieloletnich badań nad tematyką powstań śląskich i plebiscytu była autorska monografia „Powstania śląskie 1919–1920–1921. Nieznana wojna polsko-niemiecka”, oparta na szerokiej kwerendzie źródeł polskich, niemieckich, francuskich i angielskich. Książka ta, nagrodzona Nagrodą Historyczną „Polityki”, stała się jedną z najważniejszych współczesnych syntez tego tematu. Naturalnym rozwinięciem tej pracy było zainicjowanie i współredagowanie trzytomowego „Słownika powstań śląskich”, który jest fundamentalnym kompendium wiedzy o powstaniach.
Jego działalność naukowa ma wyraźny wymiar międzynarodowy. Jako stypendysta m.in. Fundacji Friedricha Eberta i Konferenz der Wissenschaftlichen Akademien prowadził badania w wielu europejskich ośrodkach naukowych, był profesorem wizytującym m.in. na uniwersytetach w Passau, Bonn i Stuttgarcie oraz koordynował międzynarodowe projekty badawcze. Znaczenie jego pracy potwierdzają liczne nagrody i wyróżnienia, w tym Nagroda Ministra Edukacji, Nagroda im. Zygmunta Glogera czy Nagroda „Górnośląski Tacyt”.
02 styczNIA 2026
Przed nami szósta edycja Nagrody im. Kazimierza Kutza. Wśród nominowanych znalazł się Krzysztof Czyżewski.
Poeta i praktyk idei, eseista, tłumacz, redaktor, reżyser. Współtwórca Fundacji Pogranicze i Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” w Sejnach oraz Międzynarodowego Centrum Dialogu w Krasnogrudzie.
Jest inicjatorem programów dialogu międzykulturowego w Europie Środkowej, na Kaukazie, w Azji Środkowej, Indonezji, Bhutanie, Afryce Północnej, Bliskim Wschodzie, Stanach Zjednoczonych i innych pograniczach świata. Wykłada na uczelniach w Europie, Azji i USA; profesor Uniwersytetu Bolońskiego i Rutgers University.
Autor zbiorów poezji i esejów, w tym m.in. „Ścieżka pogranicza” (2001), „Linia powrotu. Zapiski z pogranicza” (2008), „Miłosz. Tkanka łączna” (2014), „Małe centrum świata. Zapiski praktyka idei” (w 2017 r. wyróżnione Nagrodą Józefa Tischnera za książkę eseistyczną roku), „Żegaryszki” (2018 – Nagroda Wydawców „Najpiękniejsza Książka Roku; Nagroda im. W. Kazaneckiego), „W stronę Xenopolis” (2019 – Nagroda Ambasadora Nowej Europy), „Żegaryszki 2 i inne” (2021), „łza klauna” (2022), „Żegaryszki. Wiersze najmniejsze (2023)”, „Praktykowanie Utopii” (2024), tom poezji „tykot” (2025) oraz zbiór esejów, wierszy i fotografii „Dobre słowo na śmierć” (2025).
Przez Jerzego Giedroycia uhonorowany nagrodą „Małego Berła Kultury Polskiej”. Otrzymał m.in. Dan David Prize, Nagrodę Gábora Bethlena „Człowiek Europy Środkowej” (Budapeszt), Europejską Nagrodę Kultury im. Księżniczki Małgorzaty (Amsterdam), Nagrodę Alexandra Langera (Bolzano) i Nagrodę Dialogu (Berlin). Przez parlamenty Litwy i Polski wyróżniony w 2021 roku Nagrodą Obojga Narodów.